Olejek babydream używałam zaledwie kilka raz. Kosztował 13 zł, aczkolwiek patrząc na dużą pojemność to taniocha. Ma on w swoim składzie pełno wartościowych olejów. Niestety przelewa się niesamowicie przez butelkę tłuszcząc ją. Ma piękny zapach. Włosy po nim były faktycznie fajne, aczkolwiek efektu oszałamiającego na dłuższą metę nie widziałam. Chyba jednak lepiej się pod tym względem spisują czyste oleje, nierafinowane. Olejek ten jest dostępny tylko w rossmannie.
Olejek Etja ze słodkich migdałów to był mój pierwszy włosowy zakup. Dobiłam do dna butelki. Miał bardzo niefajny aplikator, na szczęście z tego co mi wiadomo obecnie producent zmienił go atomizer. Stosowałam go jako pielęgnację OMO, potem właśnie to on lądował u mnie co każde mycie na 3 godziny + szampon hipp + z reguły mała saszetka biovaxa, raz keratynowa, raz do włosów zniszczonych lub do blond. To ten właśnie model sprawił że ze stogu siała otrzymałam....włosy. ;)
Kupiłam go w pobliskiej aptece za 15 zł. Z racji tego że moje włosy łatwo obciążyć dawałam zaledwie małą łyżeczkę stołową na całą długość. Wydajność automatycznie wzrosła. Pomógł mi także w porozjaśnianiowym podrażnieniu po rozjaśnianiu. Nałożyłam go wówczas na dwie godzinki na skalp podgrzewając suszarką. Pozbyłam się dzięki temu zaczerwienienia, krwawienia i dziwnych krostek? Będę go każdemu polecać. Cena przystępna porównując do oleju arganowego czy z czarnuszki. Zapach ma taki ciężki, ale słodkawy. Konsystencja nie najgorsza, ani zbyt gęsta ani lekka. Nie interesuję się zbytnio tabelką dobierającą olej do porowatości ( o tym zaraz ), ale z tego co mi wiadomo to właśnie on jest kluczowo polecany włosom zniszczonym.
Olejek Etja Aragnowy to był w sumie taki przypadek. Słyszałam co prawda że to jest najlepszy olej do włosów zniszczonych, ale to że go kupiłam to okazja bycia w galerii i nudzenia się. Nie miałam co robić, zaszłam do apteki i tak o sobie go kupiłam. Cena dosyć spora bo za 50 ml płacimy 25 zł. Oczywiście tak jak wszystkie oleje z etji jest on nierafinowany. Nie musimy się bać że płacimy za bubla z połową składników utraconych podczas rafinowania. Mogę uznać że nieco bardziej dociąża on włosy. Ale nie zapewnił tej gładkości co olej ze słodkich migdałów. Również dobiłam jego dnia, więc nie była to jednorazowa przygoda. Używałam go około 2 miesiące. Zapachem moja koleżanka nazwała go śmierdzioszkiem. Jej on bardzo pomógł, używała go co najmniej raz w tygodniu na kilka godzin. Jej włosy spalone 2 krotnym rozjaśnianiem rossmańską joanna zaczęły rosnąć. Ja go stosowałam raz w tygodniu również na kilka godzin. Jest dobry owszem, dla osób o puchatych włosach może być skarbem, ale mi oprócz poskromienia puchy zależy na gładkości, a tu się nie spisał. Stosowałam go z tymi samymi produktami, co opisany wyżej. Moje włosy obecnie się zmieniły, może się ponownie na niego skuszę, gdyż u mnie teraz wszystko na odwrót działa. :)
A tutaj efekty po regularnym olejowaniu
Przed :
Po :
Wiem zdjęcia niewyjściowe, aczkolwiek lepsze takie niż żadne :)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz